Przewodnik na Gerlach

O erGUIDE

Wyprawa na Gerlach z zimowym zdobywcą ośmiotysięczników

Ryszard Gajewski – trzeci zimowy zdobywca ośmiotysięcznika na świecie (Manaslu 8163 m. drogą Mesnera). Pierwszy zdobywca Peak 29 (Ngadi Chuli) 7871 m. Zdobywca Cho-Oyu 8201 m. nową drogą.

Uczestnik zwycięskiej zimowej narodowej wyprawy na Mont Everest w 1980 r. Na wyprawie wiosennej z Jerzym Kukuczką w trakcie wytyczania nowej drogi na Mont Everest pokonał barierę skalną na wys. 8200 m. o trudnościach V (do dziś nikt z Polaków nie poprawił tego rekordu). Kierownik wyprawy na Dhaulagiri 8167 m. przerwał wyprawę, aby pomóc ratować Piotra Morawskiego, a później po decyzji rodziny godnie go pochować mimo że cel wyprawy będzie nieosiągalny.

Nasze standardy przewodnickie odpowiadają najwyższym standardom europejskim i światowym w zakresie bezpieczeństwa, wiedzy, etyki, zawodu, doświadczenia, umiejętności, odpowiedzialności. Polska jest od roku 2000 członkiem międzynarodowego stowarzyszenia przewodników wysokogórskich IVBV. Zarówno właściciel firmy erGUIDE jak i jej współpracownicy są członkami IVBV.

Ergaj

Właściciel biura

Ryszard Gajewski „Ergaj” to prawdziwy człowiek gór. Instruktor Alpinizmu PZA, przewodnik UIAGM IVBV, przewodnik tatrzański, ratownik TOPR oraz himalaista. Autorytet w każdej dziedzinie górskiej działalności. Jego doświadczenie, wiedza i umiejętności wynikają z intensywnej i pełnej wybitnych osiągnięć eksploracji gór, wieloletniej pracy w TOPR a także ciągłego rozwoju. Ma na swoim koncie górskim wyprawy w Andy, Pamir udział w wyprawach himalajskich.

Zimowa wyprawa na Mount Everest
Nowa droga na południowej ścianie Mount Everestu (trudności – V na wys. 8200 m. z Jerzym Kukuczką)
Annapurna 8091 m. Nowa droga na pd. ścianie.
Dhaulagiri 8167 m. 100-lecie TOPR – wiosna 2009 r.

Zdobywca szczytów:

  • PEAK 29 (7871 mnpm – pierwsze wejście z Maciejem Pawlikowskim)
  • Manaslu (8156 mnpm – pierwsze wejście zimowe z Maciejem Berbeką)
  • CHO-OYU (8201 mnpm – wejście nową drogą z Maciejem Pawlikowskim)

Wyszkolił rzesze młodych taterników oraz przewodników alpejskich. Można powiedzieć, że jest jednym z najlepiej wykwalifikowanych przewodników górskich w Polsce. Jest w pierwszej grupie kilkunastu przewodników, którzy wprowadzali Polskę do IVBV/UIAGM – Międzynarodowej Organizacji Przewodników Alpejskich.

Ergaj
Ergaj

Są w Tatrach miejsca, do których wraca się z sentymentu. Dla Ryszarda Gajewskiego takim miejscem jest Gerlach. Właśnie stanął na najwyższym szczycie całych Tatr po raz siedemsetny. To genialny wynik i rekord wśród Polaków. Jednak dla legendy naszego himalaizmu to po prostu kolejny dzień w pracy. – Jestem wierzący, a że na Gerlachu jest krzyż, więc tam chodzę – śmieje się 72-letni przewodnik.

Z Himalajów na tatrzańskie szlaki

Młodsze pokolenie turystów kojarzy go głównie jako przewodnika wysokogórskiego IVBV i ratownika TOPR. Tymczasem Ryszard Gajewski to prawdziwa ikona polskiego wspinania. W 1979 roku dokonał pierwszego w historii wejścia na szczyt Peak 29 (Ngadi Chuli, 7871 m n.p.m.) w Himalajach, stając na wierzchołku razem z Maciejem Pawlikowskim. Kilka lat później, 12 stycznia 1984 roku, wraz z Maciejem Berbeką zdobyli jako pierwsi w zimie ośmiotysięcznik Manaslu (8163 m n.p.m.) w Himalajach. Z kolei w 1986 roku z Pawlikowskim wytyczył nową drogę na kolejnym himalajskim gigancie – Cho Oyu (8201 m n.p.m.) na granicy Nepalu i Chin. Był też uczestnikiem słynnej, narodowej wyprawy zimowej na Mount Everest w 1980 roku. Do tego jako jeden z pierwszych w Polsce zdobył prestiżowe, międzynarodowe uprawnienia przewodnickie IVBV.

– Pan Ryszard jest niezwykle znaną postacią w świecie górskim przez swoje ogromne doświadczenie i działalność w najwyższych górach świata. Wiele osób chce na ten Gerlach wejść właśnie z nim. Pytają, kiedy ma czas i jeśli terminy są zarezerwowane, to potrafią zrezygnować. Inni po prostu chcą wejść i jak się trafi, idą z panem Ryszardem. Myślę, że jest on osobiście bardziej znany ze swojego himalajskiego doświadczenia niż z samych setek wejść na Gerlach – opowiada Aleksandra Radwańska z biura Polar Sport Adventures.

Żona, kalendarz i czarna lista

Jak prowadzi się rachunek tylu wyjść na jedną górę? Okazuje się, że wcale nie jest to skomplikowane. Doświadczony przewodnik ma na to swoje wypróbowane sposoby.

Pytany o to, kto prowadzi dokładne statystyki, odpowiada z właściwym sobie dystansem, że wszystkim zarządza… żona. Zaraz jednak dodaje, że od lat kupuje dokładnie ten sam model papierowego kalendarza. Wpisuje tam nazwiska wszystkich klientów. Przy dobrych turystach stawia plusiki. Ci najgorsi dostają wykrzykniki, żeby przypadkiem nie wziąć ich w góry po raz drugi.

Do statystyk trafiają wyłącznie udane wyjścia. Liczy się tylko moment, w którym przewodnik wraz z grupą stanie na samym wierzchołku. Gdy z powodu złej pogody lub słabej kondycji klienta trzeba zawrócić, wyjście nie pojawia się w statystykach. Gdyby liczyć próby, wynik dawno przekroczyłby 720 wyjść.

Wejdzie, zejdzie i ma czas na… sens życia

Gerlach wymaga sprawności, ale pan Ryszard na góry ma własne spojrzenie. Jak mówi z przymrużeniem oka, jako emeryt nigdzie daleko już nie wyjeżdża, bo woli spokój.

– A wyjście na najwyższy szczyt Tatr zajmuje mi tyle czasu, że po powrocie zostają jeszcze ze dwie godziny na myślenie o sensie życia – żartuje.

Przyznaje, że woli iść na Gerlach trzy dni z rzędu niż na bardziej wymagający Lodowy Szczyt. Po tym drugim musiałby odpoczywać cały następny dzień, a tak znów może iść… na Gerlach.

W każdym sezonie wspinaczkowym na najwyższy szczyt Tatr wchodzi średnio po 50-60 razy, choć zdarzały się lata, gdy bywał tam i po 70 razy.

Prymusów się nie pamięta

Na szczycie 2655 metrów nad poziomem morza stoi krzyż. Przewodnik żartuje, że chodzi tam tak często, bo jest katolikiem.

– Na Giewont bym już nie poszedł, bo nie lubi stać w kolejkach. Musiałbym wejść północną ścianą. Ale to już nie te lata. Tamtą drogę pokonywałem za młodu z kolegami, między innymi z Maciejem Berbeką – mówi Rysiek Gajewski.

Przez lata poprowadził na Gerlach około 1600 osób. Opowiada, że w góry wychodzi się z różnymi ludźmi. Czasem trafi się ktoś bez kondycji, a czasem ktoś, kogo nagle sparaliżuje strach na Wielickiej Próbie.

– Najbardziej zapadają w pamięć sytuacje wyjątkowe. Takie jak przypadek turysty, któremu po wejściu ze szczyt odcięło siły w nogach i po prostu nie mógł wstać z kamieni. Trzeba było wzywać słowacki śmigłowiec – wspomina.

Jak sam mówi, z turystami jest jak w szkole. Nauczyciel nie pamięta prymusów, którzy szybko weszli i zeszli. W pamięci zostają ci, którzy dali w kość.

Polski rekord wejść na Gerlach niepodważalnie należy do Ryszarda Gajewskiego, choć na Słowacji są przewodnicy z jeszcze większym dorobkiem. – Z tego co wiem Robert Turianik ma na koncie 1050 wejść – mówi Gajewski.

Pozdrawiam